Obejrzałam kilka dni temu pewien film, o wdzięcznym tytule "Łuk"- po chińsku, więc krótko i zwięźle, lecz nie dokońca na temat. Zaczęłam oglądać przy kolacji, trochę przy okazji, trochę z nudów, a wcale bez zamiaru dobrnięcia do końca historii... A jednak dobrnęłam, i to niemalże do końca, zanim jednak wyjaśnię, co oznaczać ma owo "niemalże" przybliżę może troszkę fabułę filmu, co by fakt odejścia od telewizora na dwie minuty przed końcem filmu nie wzbudzał niczyjego zdziwienia. Otóż cała "akcja" filmu odgrywała się na odrapanej z farby łajbie, co łądzią była zwana, a była to łódź średnich rozmiarów, znajdowała się w posiadaniu pewnego starca, którego dalej zwać będę "dziadem", a dziadem bo staruch był zboczony, więc sympatii mojej od początku do końca nie wzbudzał najmniejszej. Porwał on... albo i nie porwał, w filmie kwiestii nikt nie zamierzał wyjaśnić, wszedł jednak w posiadanie pewnej dziewczynki kiedy miała ona 7 lat, i przez 10 lat wychowywał ją na swojej łajbie. Łajba ta zakotwiczona była sobie na środku morza, lądu nawet z oddali ujrzeć się nie dało, a służyła dziadowi jako przytulne domostwo i środek zarobku zarazem, a to z uwagi na to, że pozwał on dzielnym wędkarzom łowić sobie ryby na jej pokładzie, za niewielką opłatą. Sam zresztą każdego ranka udawał się do portu drugą, mniejszą łajbą zostawiając dziewcznynkę na łodzi. Zabierał z portu rybaków (wielu z nich było równie zboczonych co dziad), robił przy okazji zakupy i wracał na zakotwiczoną dośmiertnie łódź. Dziewczynka mająca już niespełna 17 lat, biegała sobie po łajbie radośnie, odprowadzała wesołym spojrzeniem dziada ilekroć opuszczał łódź udając się po wędkarzy.
Huśtała się na zwieszonej wzdłuż burty prowizorycznej huśtawce, która służyła również do wróżb. Tajemnicze to wróżenie odbywało się gdy któryś z wedkarzy sobie tego zażyczył. Wówczas to dziad stawał na drugiej, mniejszej łodzi i celował z łuku w obraz bogini, namalowany na burcie, za huśtającą się jak gdyby nigdy nic dziewczyną... trzy strzały, ot i cała wróżba. Potem dziewczyna złaziła z huśtawki i szeptała do ucha dziada co tam z tego całego strzelania wywnioskowała, a dziad przekazywał to na ucho wędkarzowi. Nie wspomnę już, że dziewczę przez cały czas biegało rozanielone i uśmiechnięte od ucha do ucha.
Nie na ukrytej radości z igrania ze śmiercią chinki polegało jednak zboczenie dziada. Otóż ubzdurał sobie, że ożeni sie z nią jak tylko skończy 17 lat ( czyli lada dzień) (w drugim nawiasie dodam, że dziad na oko stówa). Wychowywał sobie więc przyszłą małżonkę, sam ją kąpał w niewielkiej balii (ona oczywiście rozanielona, fu...), wieczorami, gdy zasypiał musiał trzymać ją za rękę (ona rozanielona), rano przygotowywał jej posiłek, więc wstawała (rozanielona), biegła rozanielona do rozanielonej burty odprowadzić rozanielonym wzrokiem dziada, po czym rozanielona zjadała śniadanie tak opasłe, ze wazyć powinna ze 200 kg. Chuda jednak była, więc i chore żądze w dziadzie rozbudzała.
Zanim dojdę do przewrotu jaki dokonał się w życiu dodam, że przy tych wszystkim czynnościach życia codziennego, dziewcze ni słówka z siebie nie dobyło, dziad zresztą też... żyli sobie słowem się do siebie nie odzywając... jak gdyby tego było mało, przez cały czas trwania filmu pozwolono się odzywać jedynie wędkarzom, którzy to nic szczególnie ciekawego nie mieli do powiedzenia. Na szczęście w końcu coś się zaczęło dziać, nie żeby zaraz jakaś akcja specjalnie wartka, jednak monotonia filmu została zakłócona, a to za sprawą młodego, pięknego chińczyka wędkarza (bezimiennego jak i wszyscy co się w filmie pojawili), który pewnego dnia pojawił się na łodzi. Chinka gdy tylko go ujrzała zadygotała i od tamtej pory oderwać od niego oczu nie mogła, juz tylko on zajmował jej myśli... dziad zazdrosny, bo i widział co się dzieje, a chinka krok w krok za chińczykiem (tym pięknym i młodym). Dziad się wściekł, młodzieńca wypędził, ten jednak, zanim odpłynął w siną dal, oznajmił, iz odnajdzie rodziców dziewczyny i wróci po nią. Zanim jednak wrócił, związek dziewczyny i dziada zaczął się psuć, chinka sfoszona a dziad wściekły, zaczął skreślać po kryjomu po kilka dni w kalendarzu, w którym odznaczał upływ czasu do dnia zaślubin. Chinka jednym okiem spod kołdry na jego szkaradne występki łypała, więc foch coraz większej nabierał mocy, juz nie biegała jak dotąt rozanielona, a zła i nieszczęśliwa, czekała na pięknego młodzieńca.
Pojawił się w końcu i oznajmił dziadowi, iz rodzice dziewczyny od 10 lat szukają, a on jej na tej łajbie życie marnuje, no to i dziewczyna postanowiła wyruszyć z chłopcem w podróż do domu, już, już na mniejszą łódkę wsiedli, młodzieniec odpalił silnik, łódź ruszyła, napotkała jednak na opór... okazało się, że dziad zboczeniec uknuł chytry plan powstrzymania dziewczyny od odejścia, przewiązał sobie na szyi linę od cumy, i gdy tylko łódź ruszyła z wolna, pętla zaczęła zaciskać się na starej, zwiotczałej szyi, przyduszając starucha. Pętla zaciskała się coraz bardziej i bardziej, dziad tchu nie mógł złapać, troszkę mu się zabawa sprzykrzyła, za bardzo był w sobie zakochany by umierać, a dziewczę nic, chwycil więc uprzednio przygotowany nóż i począł ostatkiem sił pętlę przecinać... Chinka zorientowała się w czym rzecz, nie powiedziała nic jednak (jakby inaczej) odepchnęła za to stanowczo pięknego, choć zdziwionego chińczyka od steru i cofnąwszy łódź, jednym susem skoczyła na łajbę i pobiegła do dziada, płacząc i tuląc go. Dziad, jako ze spryciarz był z niego, nie tylko zboczeniec, ukrył nóz, którym przeciąć chciał pętlę pod dywan i juz cieszyć się mógł z odejścia dziewczyny od myśli zostawienia go. Ona to ,myśląc, ze zabiłby się faktycznie na śmierć gdyby go opuściła, postanowiła go poślubić... cholera, nie tego się spodziewałam... Oboje niezwłocznie wdziali ślubne, chińskie kimonka, a młodzieniec stał i gapił się tępo na całą ceremonię... Dziad szczęśliwy, ona... tak jakby, a młodzieniec otępiały.
I juz wyjaśniam dlaczego na dwie minuty przed końcem filmu odeszłam zdegustowana od telewizora, otóz wolę myśleć, ze dziad umarł w trakcie ceremonii, piękny chinczyk zamknął paszczę, wyrwał się z osłupienia i zabrał dziewczynę na łódź, na której to odpływajac w stronę portu i zapomnianego życia, wyrzekła piewrsze od 10 lat słowa, wszystko jedno jakie, ale wreszcie.... Dziwny był ten chiński film, że pozwolę sobie skonkludować, propagowanie pedofilii i dewiacji. Pokazał widzom, że zło nie zawsze przegrywa, a sprytem i oszustwem można wiele osiagnąć (zwłaszcza młode, naiwne i cokolwiek głupie dziewczę), ze zwiazek starucha zdziadziałego z jeszcze przecież dzieckiem to nic sprośnego (może to i miało być piękne, ja nie wiem)...
11 komentarzy:
Hehe mnie się "Dom latających sztyletów" podobał a też chiński ;D
Opierając się tylko na Twoim opisie:przynajmniej zaistniał element zaskoczenia,gdyby skończyło się według schematu'odjechali i żyli długo i szczęśliwie' nie skłoniłby Cię to do napisania notki.
Ja tydzień temu zarwałam noc na niezbyt ambitny japoński serial,który też mnie wprowadził w osłupienie,tyle było złych podstępnych postaci.I przez 3/4 odcinków utwierdzałam się w tym,że jednak większość ludzi jest z natury zła.
Potwór
chciałabym zaliczyć poprawki,czy to zbyt wiele?czy juz nie można zrobic mi tej jedej życiowej łaski i raz sprawić,żeby coś było po mojej mysli?czy zamiast punktu pod kreską nie może być punkt nad nią?czy zawsze muszę jeść wyrób czekoladopodobny zamisat czekolady?
Potwór(w depresji)
zaraz przyjdzie ktoś na ł i spyta "jak to się ma do tematu".ano tak,że wyrób czekoladopodobny był z Chin.
A ja Ci mówię, że bedzie nad kreską, ale jak się tak bedziesz zadręczać to poniedziałkowy zawalisz, SKUP SIĘ! Czemu produkty chińskie to zwykle podróby? Nie jedz wyrobów czekoladopodobnych, na poprawę nastroju tylko boski sen ;] A ludzie są z natury dobrzy, nawiązując do poprzedniego komentarza, psują ich dopiero rodzice i środowisko ;>
dupa.zobaczysz,że jutro będziesz czyścić czarne ubranka(z chińską metką).
marcin niech też wpadnie,ku przestrodze,żeby zobaczył jak może skończyć.
Aaaa tam z wami to wogóle nie na temat a ja nie pisałem bo byłem ciekaw jak się rozwinie sytuacja. Doszło jeszcze zdjęcie z napojem "piwopodobnym", mogła byś jeszcze dopisać jak wyglądały wasze języki, bo pewnie było im troche "zielono"
A wracając do tematu to mogłaś obejrzeć do końca były 3 możliwe zakończenia.
1. to takie co Ci się spodoba
- chłopak wrócił, dziadek ją oddał i żyli długo i (niestety) nieszcześliwie.
2. Prawdziwy chłopak wrócił dziadek ją chciał sprzedać ale, że było za drogo to tylko wypożyczał i żyli bardzo szczęśliwie bo dziewczyna kochała obu i oni ją też.
3. No i nie prawdziwy dziadek umarł i ona też, a młody też umarł.
Tak się składa, że żadne z proponowanych zakończeń ani mi się nie podoba, ani nie jest zbyt prawdopodobne... a języki były niebieskie, nie zielone ;p
No to może i zielone, ale blogierka powinna sobie zrobić jakiś plan zajęć bo raz na blogu pojawia się post za postem a jak nie ma to nie ma i nie ma.
No może to i dobrze bo tak zaskakuje, ale fajnie było by zobaczyć jakąś większą systematyczność bo te posty się podobają..... chociaż faceci to chyba oceniają troche pod kontem tych zdjęć i będzie trzeba coś z tym zrobić!
Wogóle to mogła byś napisać jak Ci było u mnie :D chłopacy się pytają a tak to bym im pokazał...
No nie zielone tylko niebieskie były, mówię i mówię, a Ty ciągle swoje ;P A systematycznie to ja mogę pisać... nie wiem, o łacinie chyba, bo ostatnio często do niej zaglądam ;] Choć książkę teraz męczę o religiach wschodu, co ciekawa miała być w założeniu, a jest jak praca naukowa, masa danych i do tego jakieś chińskie nazwy w każdym zdaniu ( o taoizmie akurat czytam), konkretne jak sto diabłów :/ ale mimo wszystko postaram się po parę zdań do opisu każdej z tych religii sklecić :)
P.s A konkretna taka pewnie bo ręką profesorską pisana, niejakiego księdza Andrzeja Zwolińskiego, kierownika katedry Katolickiej Nauki Społecznej w PAT w Krakowie... jeden z najwybitniejszych teologów ;P
:) no to ładnie, a zdjęcie dodałaś jak zawsze takie, na którym wychodzisz super-ślicznie :) zresztą nie widziałem go chyba wcześniej, a to jest podejrzane (intyrga) :D
Prześlij komentarz