środa, 21 maja 2008

Warunki wychowawcze bliźniąt w rodzinie wg. Staniaława Kawuli

Problem wychowania bliźniąt poruszony przez Stanisława Kawulę staje się tym bardziej interesujący, gdy uświadomimy sobie jak niezwykle niska jest częstotliwość występowania zjawiska ciąży bliźniaczej. Jak wskazują badania bliźnięta stanowią zaledwie 0,5% - 1,3% populacji ludzkich. Badania ekspertów dotyczące warunków w jakich wystąpienie ciąży bliźniaczej jest najbardziej prawdopodobne, przyniosły zaskakujące dane. Otóż okazało się, że bliźnięta częściej są rezultatem porodów matek starszych, takich, które już kiedyś rodziły, za to największą możliwością zajścia w taką ciążę wykazują się Afrykanki, gdzie bliźniaki przychodzą na świat raz na zaledwie 25 porodów. Biorąc pod uwagę, iż współczynnik narodzin w Afryce utrzymuje się już od dawna na niezmiennie wysokim poziomie, możemy sobie wyobrazić, jak wysokie jest to prawdopodobieństwo. Na dużo mniejszą szansę zajścia w ciążę bliźniaczą mają Europejki, gdzie ciąża taka występuje raz na 85 porodów, natomiast najmniejsze prawdopodobieństwo tego zjawiska odnotowuje się w Japonii, gdzie bliźniętami może poszczycić się raptem jedna na 250 matek.
Wśród bliźniaków wyróżniamy bliźnięta jedno i dwu-jajowe. W przypadku bliźniąt jedno-jajowych podobieństwo jest niemal stu procentowe, dzieci mają tę samą płeć, ten sam kolor włosów i oczu, te same rysy twarzy. Natomiast w drugim przypadku, występuje mniejsze lub większe podobieństwo, jest ono jednak o wiele mniejsze od podobieństwa bliźniąt jedno-jajowych. W obu jednak przypadkach poród bliźniąt następuje na ogół przedwcześnie. Jako wcześniaki, noworodki mają niedowagę i jedno z nich jest silniejsze od drugiego, co ma wpływ na jego szybszy rozwój.
Co do warunków wychowania bliźniąt, warto według autora zwrócić uwagę na początkowo mieszane uczucia rodziców wywołane pojawieniem się w rodzinie aż dwójki dzieci. Jest to bowiem nie tylko ogromne obciążenie finansowe, ale również i psychiczne z uwagi na fakt, iż dwójka dzieci jest bardziej wymagająca pod względem czasu i wysiłku, który należy włożyć w pielęgnację.
Jednak badania nad bliźniętami przeprowadzone w byłym Związku Radzieckim, w republice Federalnej Niemiec, w Stanach Zjednoczonych, w Anglii i w Austrii wykazały, ze nie występują znaczące rozbieżności w rezultatach wychowania bliźniąt. Na ogół bliźnięta jednojajowe mają podobny poziom inteligencji, co może wynikać z niezwykle silnej więzi między nimi we wczesnych latach rozwoju. Do tego bliźnięta rozwijają się szybciej niż ich rówieśnicy (co potwierdziły badania Newmana, Freedmana i Holzingera) i to zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym.
Autor podkreśla jak ważne jest zaakceptowanie i uwypuklanie cech indywidualnych u każdego z bliźniaków, podkreślanie ich odmienności. Podstawowym błędem rodziców bliźniąt jest usilne budowanie dzieciom wspólnej tożsamości, poprzez ubieranie ich w ten sam sposób i uwyraźnianie ich cech wspólnych. Jednak, każde z nich powinno mieć możliwość rozwijania swych zainteresowań i zdolności niezależnie od rodzeństwa, które przecież nie musi rozwijać się w tym samym kierunku. W związku z ogromnym przywiązaniem się bliźniąt do siebie, należy stwarzać im możliwie jak najbardziej odmienne warunki rozwoju, tak by w przyszłości zapobiec wrażeniu osamotnienia, kiedy nadejdzie czas na rozłąkę związaną z założeniem własnych rodzin, czy podjęciu pracy w różnych miejscowościach. Należy przyzwyczajać je do towarzystwa rówieśników, nie ograniczać tylko do ich własnego. Jest to pomocne w budowaniu więzi społecznych z innymi ludźmi, co może zostać zaburzone, kiedy rodzeństwo obraca się w swoim towarzystwie, towarzystwie sprawdzonym i przewidywalnym.
W przeprowadzonych badaniach szczególny nacisk położona na ustalenie stopnia różnicy zachowaniach społecznych, o ile takie występują, oraz stwierdzenie od czego te różnice mogą być zależne. Badania empiryczne przeprowadzone nad 142 parami bliźniąt w wieku 12-15 lat oraz nad 30 parami dorosłych wykazały związek miedzy wychowawczymi warunkami rozwoju bliźniąt a ich zachowaniem społecznym, oraz motywacją do nauki. Badania dowiodły występowania dużej bliskości uczuciowej matek z obojgiem bliźniąt, choć wśród rodzeństwa występuje przekonanie , że jedno z nich jest w większym stopniu akceptowane przez matkę i w stosunku do jednego zachowuje się bardziej rygorystycznie.
Poziom opieki według naukowców nie różni się znacznie od poziomu opieki w rodzinach w których brak jest bliźniaków. Rodzice wykazują się bardzo niską świadomością zakresie opieki nad bliźniętami, ale traktują je jednakowo. Wykazano, że lepsze osiągnięcia w dziedzinie nauki mają bliźnięta jednojajowe, choć i bliźnięta dwu-jajowe rozwijają się szybciej pod względem intelektualnym niż ich rówieśnicy. Poziom inteligencji jest ponadto w dużej mierze zależny od poziomu wykształcenia matki. We wczesnym wieku (punkt kulminacyjny przypada na wiek 7 lat) zarysowują się silne więzi emocjonalne miedzy bliźniakami, które słabną z wiekiem. Drogi bliźniąt rozchodzą się na ogół w wieku około 26 lat. Silniejszą więź emocjonalną wykazują bliźnięta jednojajowe, słabszą dwu-jajowe, gdzie najsilniejsze są więzi miedzy rodzeństwem tej samej płci, najpierw męskiej potem żeńskiej, dalej między rodzeństwem mieszanym. Siła więzi zależna jest od formy opieki, gdy bliźniętami zajmuje się matka wynosi ona około 90,5%; jeśli uczęszczają do przedszkola około 88,0%.

piątek, 16 maja 2008

Teoria rozwoju etapów miłości według B. Wojciszke



Zagadnienie miłości od niepamiętnych czasów frapuje ludzkość, a frapuje tym bardziej, im bardziej uświadamiamy sobie jej złożoność i skomplikowany charakter, a co za tym idzie jej niezrozumiałość. W związku z tym, że obecna jest w życiu każdego z nas, jej temat podejmowany jest tak często jak i chętnie przez pisarzy, poetów, artystów, psychologów, a nawet naukowców. Nie potrzeba żadnych kompetencji do rozważań nad zjawiskiem miłości, po krótkim zastanowieniu sami odkrywamy, że miłość ma wiele rodzajów, może być miłością do rodziców, do dziecka, do przyjaciela itp. Każda inna, każda inny wpływ wywiera na nasze życie, w zależności od tego jaki przybiera kształt i według jakiego schematu (jeśli w ogóle można mówić o jakimkolwiek schemacie w ujęciu miłości) się rozwija. W pracy tej jednak poruszony będzie temat konkretnego rodzaju miłości, mianowicie, miłości partnerskiej, bowiem taka właśnie miłość jest istotnym fundamentem związku, który w zależności od jej rozwoju zostaje zerwany bądź scementowany na ślubnym kobiercu. Zarówno w pierwszym jak i w drugim przypadku sprawa jest zawiła, to bowiem jak potoczą się losy dwojga partnerów jest naturalną konsekwencją ewolucji uczucia miłości jakim obdarzają się nawzajem.

Trudny temat miłości w związku partnerskim poruszył Bogdan Wojciszke, profesor psychologii, w książce pt. „Psychologia miłości”. Przemianę tego uczucia oparł na rozwoju trzech składników miłości, których rozróżnienie zaczerpnął od Roberta J. Sternberga. Według niego na miłość składa się intymność, namiętność oraz zaangażowanie. Dynamika owych części składowych jest dla każdego związku kwestią indywidualną, można jednak badając naturę miłości określić prawdopodobny schemat wzrostu i spadku poziomu intymności, namiętności i zaangażowania w kolejnych etapach trwania związku. I tak w zależności od aktualnego stopnia nasycenia związku wymienionymi elementami, wyróżnia Wojciszke dalej etapy rozwoju związku miłosnego, a są to kolejno: zakochanie, związek kompletny, związek przyjacielski, związek pusty.
Dlaczego te trzy składniki są tak bardzo ważne w utrzymaniu związku? Dlaczego od poziomu ich nasilenia zależy kształt relacji partnerskich i rozwój związku miłosnego? Poszukując odpowiedzi na te pytania przedstawmy pokrótce charakterystykę i naturę każdego z nich, następnie odnieśmy je do etapów rozwoju związku miłosnego wymienionych przez Wojciszke.

Pierwszym składnikiem niech będzie intymność. Jej poziom wyznacza stopień przywiązania i bliskości partnerów. „Badania Sternberga wykazują, że na tak pojmowaną intymność składają się: pragnienie dbania o dobro partnera, wzajemne zrozumienie, dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia, uważanie partnera za ważny element własnego życia”.[1] W rozwoju intymności istotną rolę odgrywają przede wszystkim pozytywne uczucia towarzyszące związkowi, jej poziom wzrasta powoli z czasem i możemy śmiało powiedzieć, że wynika w dużej mierze z umiejętności komunikowania się, a co za tym idzie wzajemnego zrozumienia. Im dłużej kogoś znamy, tym bliższe stają się dla nas jego problemy, i tym bardziej jesteśmy skłonni do zrozumienia i pomocy, a także do wyjawiania swoich intymnych sekretów i rozmów na trudne tematy. Poziom intymności jak już napisałam wzrasta powoli, dodam, że jeszcze wolniej opada. Opada, co jest spowodowane faktem, że z czasem odczuwamy mniejszą radość z wyjawiania intymnych tajemnic a co za tym idzie mniejszą ku temu potrzebę, powoli jednak, gdyż to partner ciągle pozostaje tą osoba, której możemy się zwierzyć w najgłębszej potrzebie.

Kolejną wymienioną przez Wojciszke częścią składową miłości jest namiętność. Towarzyszące jej emocje i ich nasilenie wyznaczają poziom namiętności. Jest ona wywoływana przez takie uczucia jak pożądanie, radość, podniecenie, ale też przez zazdrość, tęsknotę itp. Wszystkie jednak z wymienionych, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, wywołują bardzo silną chęć fizycznej bliskości z partnerem. Wzrost i spadek poziomu namiętności jest niezwykle dynamiczny. Jest to czynnik samonapędzający się, im częstsze kontakty z partnerem tym jeszcze większa potrzeba zwiększenia ich częstotliwości, tym większe uczucie osamotnienia, tęsknoty i braku pod jego nieobecność. Jednak namiętność z czasem przycicha, kiedy to do związku wkrada się rutyna, brak porywów serca, stagnacja. Wiąże się to z nagłym spadkiem poziomu namiętności.

Trzeci, ostatni składnik miłości to zaangażowanie. Jego poziom jest związany z działaniami podjętymi w celu zachowania związku. Jeśli jesteśmy zaangażowani w związek z partnerem, będziemy poczyniali wszelkie starania by zachować jak najlepsze relacje z partnerem, a w razie kryzysu, szukali dialogu, który pomoże nam uporać się z problemem. Poziom zaangażowania jest konkludując równoznaczny z wysiłkiem i pracą jakie inwestujemy w nasz związek. Wzrasta z czasem i jest w znacznej mierze zależny od przyzwyczajenia do tego konkretnego partnera. Przyzwyczajenie jest tak silnym uczuciem, że można nawet nie potrafić wyobrazić sobie życia bez partnera, bez jego zwyczajów, które na pozór mogą wydawać się irytujące, można obawiać się braku akceptacji swoich wad przez innych potencjalnych partnerów, a które zostały już przyjęte przez obecnego partnera. Poziom zaangażowania może nigdy nie uzyskać punktu kulminacyjnego i stale, lecz wolniej już wzrastać, jego wzrost może jednak zostać dramatycznie zatrzymany, co jest równoznaczne z wycofaniem wszelkiego wkładu w związek w wyniku ujemnego bilansu zysków i strat.

Po omówieniu wszystkich trzech elementów miłości, przyszedł czas na przeanalizowanie wpływu ich poziomu na rozwój związku miłosnego. Dla przypomnienia, kolejnymi etapami związku są: zakochanie, romantyczne początki, związek kompletny, związek przyjacielski oraz związek pusty i jego konsekwencja, czyli rozpad.

Pierwszy etap- zakochanie, jest wynikiem jednoczesnego rozwoju wszystkich składników miłości, kiedy to odczuwamy nagły przypływ namiętności skierowanej ku konkretnej osobie, w niewytłumaczalny dla nas sposób obdarzamy ją uczuciem silnym i bezwarunkowym. Zakochanie jest mieszanką uczuć o dynamicznym charakterze, takich które wstępują w nas gdy znajdziemy się w pobliżu obiektu naszych westchnień, kiedy to ów obiekt lekkim skinieniem głowy, uśmiechem, zatrzymaniem spojrzenia o ułamek sekundy dłużej, w wypadku kobiet trzepotem rzęs, daje nam powód do sądzenia, iż obdarza nas jakimś zainteresowaniem, a my odczuwamy wówczas radość, podniecenie, łomotanie serca. Skoro tylko drogi tych dwojga spotkają się, oboje zapragną spędzać ze sobą czas, coraz częściej i coraz dłużej. Bardzo gwałtownie wzrastać będzie wówczas poziom namiętności, napędzającej cały mechanizm miłości. Więcej spotkań z partnerem, więcej chwil spędzonych w swoim towarzystwie, pragnienie maksymalnej bliskości, zaufania a co za tym idzie, intymności. I wciąż ich zbyt mało, chce się by to uczucie trwało i trwało, są to już romantyczne początki- kolejny etap rozwoju miłości , kiedy to kochankowie są razem i świata poza sobą nie widzą. Zagłębiają się w urokach wieczornych spacerów, kolacji przy świecach, kwiatów, kiedy to do szczęścia wystarczy im jedynie swoje towarzystwo. Wzrasta już coraz bardziej poziom intymności związanej z coraz większym uczuciem zaufania do ukochanego, partnerzy stają się wobec siebie coraz bardziej otwarci, a zatem i poziom zaangażowania w związek musi rosnąć, intymność bowiem, zwiększa zdolność i chęć do wkładania wysiłku w utrzymanie związku. Miłość narasta, ich związek staje się już czymś wyjątkowym, niepowtarzalnym, zaczynają swoje interesy uważać za wspólne i kierować się dobrem partnera...
Faza romantycznych „początków” jak sama nazwa wskazuje, musi jednak wreszcie przeminąć, a przemija nie bez powodów, których autor w książce ze względu na jej naturę nie umieścił, a ja wtrącę, by rangi miłości nie umniejszać, i by wskazać, że nie jest ona czymś ulotnym. Otóż badania psychologów i lekarzy, wykazały jak bardzo silne, euforyczne uczucia towarzyszące zakochaniu na dłuższą metę niekorzystnie wpływają na organizm ludzki. Gwałtowne zwiększanie się poziomu „hormonów szczęścia” – endorfin, a w szczególności serotoniny, owszem jest czynnikiem motywującym do działania, nie tylko w sferze miłosnej, ale i zawodowej, a także we wszystkich przejawach życia społecznego, jednak zbyt długi niczym niezmącony błogostan, doprowadza do zmęczenia i przeciążenia organizmu, bowiem rozregulowuje nasz naturalny dobowy cykl. By zatem organizm nie uległ wyczerpaniu, musiał wytworzyć mechanizm obronny... I tak etap zauroczenia partnerem mija, by utrzymać związek niezbędny jest wówczas odpowiedni poziom zaangażowania ze strony obojga, by przekształcić związek w stałą relację, na ogół w fazie tej następuje zawarcie małżeństwa. Po jakimś czasie intensywność namiętności zaczyna szybko spadać, intymność osiąga swój punkt kulminacyjny, jednak jeśli zaangażowanie okaże się wystarczająco silne, wówczas związek przetrwa i przekształci się w związek przyjacielski. Przyjaźń jest niezbędna w prawidłowych relacjach między partnerami i jej zaistnienie zależy do tego tylko i wyłącznie od nich, jeśli tylko wykażą się chęcią utrzymania zaufania i wzajemnego przywiązania, związek jest w stanie przetrwać największy kryzys. Muszą jednak oboje tego chcieć, liczy się tu przede wszystkim poziom zaangażowania. Jeśli nie uda się zbudować trwałej i silnej więzi między kochankami, wówczas miłość zanika, spada poziom intymności, namiętność już nie istnieje, jeśli do tego partnerzy przestaną „inwestować”, czyli przestaną się angażować w związek, siłą rzeczy ulegnie on rozpadowi. Nie jest to jednak nieunikniony scenariusz, miłość może kwitnąć do końca życia, na chwilę tylko czasem przechodząc w stan niewinnego uśpienia, by potem, przy okazji kryzysu dać motywację do walki o partnera, by tak jednak było, należy wkładać wysiłek w rozwój wymienionych trzech elementów miłości.

[1] Por. B. Wojciszke, Psychologia miłości, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2006, cyt. str.8

niedziela, 11 maja 2008

niedziela, 30 marca 2008

wtorek, 25 marca 2008

Coś jakby refleksja na temat tekstu pani prof. Matulki

Będzie to kolejny tekst, który jako, że jest czymkolwiek co napisałam, wrzucam, dla stworzenia pozorów mniejszej lub większej systematyczności. Jest to niby-refleksja, ale własnych przemyśleń to tu niewiele.
Zofia Matulka w swym tekście „Wychowanie do wolności jako podstawowy problem pedagogiczny” wskazuje na wysoką rangę jaką ma wolność w życiu człowieka. Z tego względu Matulka podkreśla, jak ważny jest sam proces kształtowania się rozumienia wolności na przestrzeni rozwoju psychicznego człowieka. Rolą wychowawców jest nakierowanie wychowanków na właściwą drogę, tak, by rozwijając swoje rozumienie świata, rozwijali jednocześnie rozumienie podstawowych zasad moralnych, które owocuje co najmniej „poprawnymi” relacjami miedzy innymi ludźmi.
I tak zalążek procesu wychowywania do wolności zaczyna się rozwijać już od najmłodszych lat człowieka, kiedy to dziecko jest najbardziej podatne na wpływ osób znajdujących się w jego bezpośrednim otoczeniu. To rodzina, a przede wszystkim rodzaj relacji występujących między jej poszczególnymi członkami, ma decydujący wpływ na przyszły rozwój małego człowieka. To jak będzie odnosił się do rówieśników, jaką pozycję społeczną będzie chciał osiągnąć, jakie będzie jego postrzeganie świata i siebie samego, jest rezultatem wkładu rodziców w wychowanie.
Człowiek, nie rodzi się ze świadomością czym jest dobro i zło, musi się tego dowiedzieć od dorosłych, jednak nie jest w stanie od razu pojąć właściwego sensu tych wartości, dlatego właśnie proces wychowania do wolności jest długotrwały. W związku z tym, że młody człowiek potrzebuje czasu na wykształcenie zdolności podejmowania właściwych decyzji, jest pozbawiony całkowitej wolności, czyli pozostaje pod opieką i nadzorem wychowawców, aż do osiągnięcia prawnej dorosłości, określanej w Polsce na wiek od 18 lat. Jest to umowny wiek, wiadomo, że proces psychicznego rozwoju jest zależny od wielu czynników środowiskowych i społecznych. Jest to czas, kiedy człowiek staje przed trudną decyzją, musi zadecydować co dalej zrobić z własnym życiem, jest to wybór kluczowy dla jego przyszłości. Może się dalej uczyć, skończyć dwa kierunki studiów, a droga do kariery stanie dla niego otworem, może także podjąć od razu jakąś pracę. Ale decyzja ta, wcale nie bywa łatwa, a to dlatego, że pragnienia i ambicje zderzają się z rzeczywistością i szybko okazuje się czy decyzja była dobra czy zła. Człowiek który po ukończeniu szkoły średniej wybiera dalsze kształcenie, może być pewien, że przy kolejnym wyborze, przed jakim stanie po ukończeniu studiów, będzie miał o wiele więcej możliwości, o wiele lepsze perspektywy, niż rówieśnik, który wybrał pracę. Obie postacie, są już wolnymi jednostkami, które powinny respektować prawo i ponosić konsekwencje swoich decyzji.
Człowiek wolny to taki, który decyduje rozumnie, postępuje odpowiedzialnie, zgodnie z zasadami moralnymi, taki który postępuje zgodnie ze swoim sumieniem, a jednocześnie tak, jak postąpić powinien. Ważne jest tu prawidłowe rozumienie wartości, które jest wpajane dziecku od najmłodszych lat przez osoby, z którymi styka się dorastając, a więc przez rodziców, wychowawców, osoby duchowne. Właśnie dlatego Matulka określa wychowanie do wolności jako podstawowy problem pedagogiczny, bo to co uda się przekazać młodemu człowiekowi w procesie wychowania, zadecyduje o jego przyszłości, droga jaką obierze będzie zależeć od wyznawanej hierarchii wartości.
I tak prawdziwie zasadnym jest powiedzenie: „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”, bowiem umysł ludzki jest wysoce plastyczną substancją, nieustannie modelowaną i odkształcaną, a im lepszą osiągnie postać na początku, tym łatwiejsze będzie nadanie jej ostatecznego kształtu.

czwartek, 20 marca 2008

Jules Verne "Michał Strogow- kurier carski"

"Michał Strogow- kurier carski" to historyczna powieść przygodowa Julesa Vern'a, osadzona w realiach XIX-sto wiecznej Rosji. Autor (skądinąd pisarz francuski ;] ) snuje opowieść o dzielnym bohaterze Michale Strogowie, Rosjaninie w służbie cara, dowódcy- trzeba dodać, kurierów carskich. Zostaje on pewnego dnia wezwany przed oblicze Ojca (bo tak właśnie w owym czasie zwano cara), który powierza mu misję przekazania swemu bratu, znajdującemu się w patowej sytuacji ( a wcale nie powiem czemu :) ), wiadomości, której to nie można przekazać telegraficznie, w wyniku komplikacji spowodowanych najazdem tatarskim.
I tak oto nasz dzielny Michał, by spełnić swój... zawodowy, który na całe szczęście jest również patriotycznym obowiązkiem, udaje się incognito przez objętą wojną Syberię. Niczym współczesny James Bond, napotyka na swojej drodze złych ludzi i piekną kobietę. Przyjmujemy oczywiście, że nie dziwi nas wątek romansu 36-letniego meżczyzny z 17 - letnią dziewczyną, który nawiasem mówiąc oddaje zapewne erotyczne fantazje autora powieści. Mniejsza jednak o to. Strogow przemierzając więc w asyście pięknego dziewczęcia imieniem Nadia, niebezpieczne regiony, podąża niewzruszenie ku celowi swej podróży, ku Irkuckowi- syberyjskiej stolicy, w której znajduje się pałac carskiego brata. Nie trzeba dodawać, że jak prawdziwy bohater, natyka się w czasie swej wędrówki na przeróżnego rodzaju komplikacje, niejednokrotnie stając w obliczu śmiertelnego niebezpieczeństwa, jeszcze częściej znajdujac się w grożących ujawnieniu jego skrzętnie ukrywanej tożsamości sytuacjach. To jednak nie zraża naszego mężnego Michała, przyjmującego na swe barki, bez słowa skargi wszelkie tarapaty, zgotowane przez autora powieści, który to w pogoń za carskim kurierem puszcza Ogarewa- zdrajcę, stającego na czele oddziałów tatarskich, pchanego żądzą zemsty na carskim bracie.
Nie chcąc ujawniać zbyt wielu szczegółów książki, dodam jeszcze tylko że Ogarew, dowiadując się o misji Michała, knuje intrygę, której to celem ma być dostanie się do pałacu w Irkucku pod nazwiskiem Michała Strogowa, co oczywiście jest jednoznaczne z "dopadnięciem" Strogowa, gdzieś po drodze i zamordowaniu go cichaczem, zanim ten powiadomi księcia o planach Tatarów.
Obok wyimaginowanych śmierci, nie tak śmiertelnych jak to by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, porwań, postrzałów i ozdrowień w niewyjaśnionych okolicznościach, jest w tym wszystkim jednak i wątek komediowy, a to za sprawą mniej lub bardziej rozgarniętych, rywalizujących ze sobą korespondentów dzienników angielskiego "Daily Telegraph" i pewnego francuskiego, którego nazwa pozostaje w głebokiej tajemnicy. Obaj dziennikarze, znajdują się to "tu" to "tam", naogół zaś "tam" i to dziwnym trafem tam gdzie i nasz bohater. Nie wnoszą jednak do powieści niczego oprócz kilku obiektywnych komentarzy o sytuacji ogarniętej wojną Rosji.
Podsumowując książkę juz całościowo, muszę przyznać, że pomysł był dość ciekawy, fabuła jednak w efekcie wyszła mało wartka, a Verne aż nazbyt postrał się o happy end, zadziwiający i zaskakujący niemalże w każdym calu. Powieśc jednak czyta się szybko, jest opisana lekkim językiem, i bądź co bądź daje w miarę rzetelny obraz o sytuacji XIX wiecznej Rosji, by wierzyć słowom Pana Łukasza, który bardziej się na historii zna niż ja :) Do tego mimo, że moja lekka recenzja może wyglądać na negatywną, to jednak przyznam się, że książkę przeczytałam w weekend, a Łukasz od perypetii Strogowa i ciążącej nad nim zdradzieckiej ręki Ogarewa odrywał mnie prawie siłą. Myślę, więc, że powieść jest godna polecenia, film podobno też, ale to już według mojej mamy, ja nie miałam przyjemności oglądać.

niedziela, 24 lutego 2008

Jan Paweł II, zależność wiary i rozumu w encyklice Fides et ratio.


Z uwagi na to, że od dawna nic się nie pojawiło i pojawi się dopiero w bliżej nieokreślonej dalszej przyszłości, zamieszczam mój własny fragment pracy zbiorowej na konwersatorium z teologii dogmatycznej, a niech sobie bedzie:


„Wiara i rozum są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”

Zagadnienie relacji zarysowujących się między wiarą a rozumem, poruszył Jan Paweł II w jednej ze swych encyklik. W Fides et ratio, papież wskazuje wyraźnie na konieczność dążenia do uniwersalizacji pojęć związanych zarówno z wiedzą rozumową jak i z wiedzą wypływającą z Objawienia Bożego. Owe dwie drogi człowieka w dążeniu do odpowiedzi na fundamentalne pytania związane z istnieniem oraz sensem życia, w myśl koncepcji Jana Pawła, nie są od siebie zupełnie oderwane, a z uwagi na swe cele winny się przenikać, wzajemnie uzupełniać. Papież stara się nam uświadomić potrzebę uprawiania teologii w oparciu o wiedzę filozoficzną, wskazując w encyklice na fakt, iż obie, wiedza i wiara kierują się ku prawdzie. Człowiek chcę poznawać świat, ale nurtuje go nie tylko świat racjonalny, poszukuje również odpowiedzi w sferze pozaracjonalnej. A zatem z uwagi na charakter wiedzy, postuluje Jan Paweł drugi konieczność uprawiania filozofii, bo taka tylko wiedza może dawać nam całościowy obraz rzeczywistości. Uważa dalej, iż nie możemy zawężać jej jedynie do stricte naukowego spojrzenia. By wiedza nasza była w istocie pełna, a raczej na tyle pełna na ile to możliwe, musimy bowiem zdawać sobie sprawę z istotnych ograniczeń wypływających z faktu iż nie jesteśmy obiektywnymi obserwatorami świata, musi wiedza teologiczna partycypować w poznaniu ludzkim na równi z wiedzą filozoficzną, nie umniejszając znaczenia ani jednej ani drugiej, obie bowiem mają istotny wkład w tworzenie światopoglądu.

W odniesieniu do wiedzy naukowej jak i tej opartej na wierze, w myśl nauk soborowych istnieją dwa nie tożsame ze sobą, lecz wzajemnie uzupełniające się porządki poznania, mianowicie poznanie w drodze refleksji filozoficznej oraz prawda Objawienia. Nie wykluczają się wzajemnie owe dwa porządki z uwagi na różnice źródłowe jak i przedmiotowe. Wiedza filozoficzna tworzona jest na bazie twierdzeń naturalnego rozumu, Objawienie natomiast dostarcza poznania, wspomagając się wiarą. Co do przedmiotu zaś w dążeniu do prawdy jeden opiera się na postrzeganiu zmysłowym i na doświadczeniu, drugi chcąc odkryć tajemnice boskie, nie może obyć się bez Objawienia Bożego.

Filozofia wyraża uniwersalne pragnienie wiedzy człowieka, a z racji tego, iż stara się być wiedzą racjonalną, skrupulatnie korzystającą ze zdolności ludzkiego umysłu do abstrakcyjnej refleksji, systematyzuje swe treści, dając spójną i harmonijną koncepcję. W jej tworzeniu rozum zajmuje miejsce kluczowe, to on bowiem pozwala „intuicyjnie chwytać i formułować pierwsze i uniwersalne zasady istnienia oraz wyprowadzać z nich poprawne wnioski”. Papież podkreśla jak wysoce Kościół katolicki ceni to dążenie rozumu, do dostarczania wiedzy racjonalnej, do wyodrębniania tylko tego, co uniwersalne, co daje wiedzę pewną, a co za tym idzie „wiedzie do poznania podstawowych prawd o życiu człowieka” , nabudowujących się na prawdach filozoficznych jak zasada niesprzeczności, celowości i przyczynowości, czerpiąc z koncepcji osoby jako wolnego i rozumnego podmiotu, formułując podstawowe zasady moralne. Martwi jednak odchodzenie filozofii od owego poszukiwania prawdy, które to powinno stanowić jej cel, na rzecz rozważań nad samym człowiekiem. Ten antropocentryzm, który zarysowuje się głównie we współczesności, zatraca istotny charakter pierwotnej filozofii, która to miała być umiłowaniem mądrości. Zawęża bowiem rozważania człowieka do zagadnień związanych wyłącznie z poznaniem ludzkim, ze sferą języka, apeluje więc Jan Paweł II do biskupów, filozofów i myślicieli współczesnych o wzywanie do szukania prawdy, co jest pierwotnym powołaniem filozofii, również do ustrzegania się przed przeróżnymi formami agnostycyzmu i relatywizmu, wypływającymi ze skupiania się nad ograniczeniami rozumu. Przesadny bowiem racjonalizm, doprowadził do radykalizacji stanowisk i do powstania filozofii oderwanej i autonomicznej od treści wiary. Wszystkie te postawy są podstawą dla stanowiska nihilizmu głoszącego brak możliwości odpowiedzi na fundamentalne, egzystencjalne pytania, ulotności i przemijalności wszystkiego. Prowadzą również do przypisywania filozofii wyłącznie funkcji praktycznych, a nakierowane na użyteczność nie zajmują się już szukaniem i poznawaniem prawdy . Ograniczenia rozumu w istocie należy brać pod uwagę, ale nie należy przyjmować stanowiska skrajnie sceptycznego, stanowiska wątpienia we wszystko co nas otacza, niesie to bowiem za sobą konsekwencje regresu w kształtowaniu się światopoglądu. Należy pokładać wiarę w możliwości swego rozumu, nieustannie pracować nad jego rozwijaniem, kierować się wizją prawdy, dążyć do jej poznania i osiągnięcia. Nie należy zadowalać się „prawdami cząstkowymi” jak pisze papież, a poszukiwać odpowiedzi na „zasadnicze pytania o sens i najgłębszy fundament ludzkiego życia osobowego i społecznego”.

W osiągnięciu tego celu, pomocna jest dla człowieka nie tylko filozofia, lecz także wiara w Objawienie Boże, która „dostrzega w orędziu zbawienia pełnię łaski i prawdy, którą Bóg zechciał objawić w dziejach”. Bóg powierza człowiekowi prawdę, dla dobra ludzkości ofiarowuje ostateczną prawdę o życiu i o celu dziejów. Wiara w Objawienie odsłania nowe perspektywy, ufność w Słowo Boże jest konstytutywnym elementem odpowiedzi na tajemnicę osobowego istnienia, bez Słowa Bożego, bez zwrotu Boga do człowieka, tajemnica istnienia pozostaje dla człowieka „niemożliwą do rozwiązania zagadką”. Tylko dzięki nieustannemu działaniu Ducha Świętego na przestrzeni wieków, ludzkości może ukazać się pełnia prawdy Bożej w ostatecznym Bożym Objawieniu. Aby przyjąć prawdy Objawienia, człowiek musi najpierw zawierzyć Bogu, ten akt zawierzenia jest ściśle i nierozerwalnie związany z rozumem i z wolną wolą człowieka, to człowiek sam dokonuje wyboru czy chce ufać Bogu i dążyć do boskiej prawdy. Tym sposobem Objawienie jako „bezinteresowny dar Boga” pobudza umysł, aby dążył do owej prawdy, by nie skupiał się jedynie na rozwiązaniach racjonalnych, naukowo udowodnionych, ale by wykraczał poza to, co widoczne, co „namacalne”, podkreśla bowiem Jan Paweł II jak skończonym jest rozum w obliczu nieskończonej tajemnicy Boga, której nie można zrozumieć wyłącznie na kanwie poznania zmysłowego.

I tak prawdy objawione przez Boga, nie stoją w opozycji do prawd uzyskanych na drodze refleksji filozoficznej, prawdy te nie negują się wzajemnie, nie są ze sobą sprzeczne, a zarówno jedne jak i drugie są względem siebie komplementarne i prowadzą wspólnie do pełni prawdy. „Rozum oczyszczony i prawidłowo uformowany jest w stanie wznieść się na wyższe poziomy refleksji, tworząc solidny fundament dla pojmowania bytu, rzeczywistości transcendentnej i absolutu”. Takie stanowisko prezentowali już Ojcowie Kościoła, postulujący wzajemne opieranie się na sobie dwóch porządków poznawczych. Św. Anzelm był zdania, że zadaniem rozumu nie jest wydawanie opinii o treściach wiary, ponieważ nie jest do tego przystosowany, ma natomiast za zadanie poszukiwanie sensu, odkrywanie rozumowych uzasadnień , prowadzących do uzyskania zrozumienia treści wiary. Za harmonią miedzy wiara a rozumem, opowiadał się także św. Tomasz uznając, że skoro oba pochodzą od Boga, to nie mogą sobie wzajemnie zaprzeczać, a wręcz przeciwnie, przedmiot badań filozofii może być pomocny w zrozumieniu Bożego Objawienia.

Zajmując się relacją między wiarą a rozumem papież wykazuje opierając się na błędach przeszłości, że „rozum pozbawiony wsparcia ze strony Objawienia podąża drogami na których istnieje ryzyko zagubienia jego ostatecznego celu. Wiara natomiast pozbawiona oparcia w rozumie, skupia się bardziej na uczuciach i przeżyciach, co stwarza zagrożenie, ze przestanie być propozycją uniwersalną (...) jest zatem konieczne, aby rozum wierzącego zdobył naturalną, prawdziwą i uporządkowaną wiedze o rzeczywistości stworzonej, o świecie i o człowieku, która jest także przedmiotem Bożego Objawienia; tym bardziej tez rozum powinien być w stanie wyrazić tę wiedzę za pośrednictwem pojęć i argumentów. Spekulatywna teologia dogmatyczna zakłada zatem i implikuje określoną filozofię człowieka, a w sposób głębszy bytu, oparta na prawdzie obiektywnej”. Słowa te są zachętą Jana Pawła II do uprawiania filozofii chrześcijańskiej. Ten typ filozofii jest refleksją powstałą związku z wiarą. Papież dostrzega jej dwa aspekty, subiektywny i obiektywny. Pierwszy polega na oczyszczeniu rozumu przez wiarę, która uwalnia rozum od niebezpiecznych pokus i nakierowuje go na to, co w osiągnięciu prawdy jest istotne. Drugi zaś wskazuje, że rozum nie byłby w stanie na drodze naturalnego poznania odkryć niektórych prawd bez pomocy i udziału Objawienia.