Nosząc się od niepamiętnych czasów z zamiarem praktykowania jogi, jako, że warunki nastąpiły wreszcie korzystne, to znaczy pozbyłam się uciążliwego kataru, który gnębił mnie czas jakiś (zdecydowanie za długo jak na leczony, który trwać powinien 7 dni, i więcej niżbym go wcale leczyć nie miała, czyli cały, długi tydzień...) A wiadomo katar oddychanie sprawia sztuką trudną, nie lada wysiłkiem i mozołem opatrzoną, tak więc nie pozostało mi nic, oprócz spokojnego oczekiwania na cudowne przywrócenie drożności oddechowej, tak do ćwiczeń jogi potrzebnej...
Po drodze Święta mnie zastały, przywitały suto zastawionym stołem, co raczej do lenistwa skłania niż do jakiegokolwiek, choć najmniejszego wysiłku. Otóż to, pyszne ciasteczka i serniczki, pierożki, sałatki, rybki- to jest właśnie drodzy Państwo esencja życia... ale cóż nam po serniczkach, cóż po pierożkach? Życie doczesne nazbyt krótkie, aby poświęcać je jedynie uciechom cielesnym, trzeba troszkę o kondycję zadbać. Zachęcona więc górnolotnymi słowami z przedmów dwóch podręczników jogi, gdzie to autorzy entuzjastycznie przekonują, że kto tajemnice Hatha-jogi zgłębia, ten osiąga spokój zarówno ciała jak i ducha, piękną sylwetką, zdrowiem i równowagą wewnętrzną się cieszy.
Osiągnąć harmonię i równowagę między ciałem i duszą? No rzecz to musi być jak najbardziej przydatna, zwłaszcza w obliczu zbliżającej się sesji, może pomóc przywrócić spokój skołatanym nerwom, odrzucić na bok stres, nadać pewności siebie. Ale do rzeczy, rozłożyłam sobie kocyk w pokoju, na samym środeczku, co bym miała dosyć miejsca na wykonywanie ekstremalnych ewolucji, przedtem wybrawszy sobie zestaw vinyasy dla początkujących, czyli tych słabo wyćwiczonych, w pełni przekonana, że moje ciało poradzi sobie z tym „prościutkim” zestawikiem ćwiczeń bez najmniejszego problemu. Pierwsze ćwiczenie... i zaskoczenie kompletne, a to dopiero rozgrzewka w postaci rozciągania mieśni! Skłon i wyraźny ból mieśni nóg...oj, alarmująca myśl przebiega przez głowę – kiedyś jakiś tam skłonik nie sprawiał mi problemów... spłyciłam nieco skłon i próbowałam równomiernie oddychać- czego się nie robi dla dobrego ukrwienia umysłu... kołysanka miednicą ( bułeczka z masełkiem) odrobinę wiwindowała moją pewność siebie- może nie jest ze mną aż tak źle- pomyślałam. No to teraz bandha brzucha, wspaniała rzecz, ćwiczenia bandhy uelastyczniają mięśnie układu pokarmowego, poprawiają m.in. stan i funkcjonowanie trzustki. Cudownie, już czuję ten odżywczy masaż regulującego poziom cukru w organizmie organu. Ale już czas na vinyasę, zaczynam od prostego i przyjemnego cyklu ruchów „powitanie Słonca” czyli surya namaskar, to dopiero ćwiczenia! Pranamasana (postawa modlitewna), hasta uttanasana (postawa otwarcia rąk w stronę nieba), uttanasana (postawa rozciągania w zgięciu), virabhadrasana (postawa potężnego herosa, powitanie wojownika), itp. W sumie 12 elementów tejże vinyasy, trzeba przyznać dość optymistycznie nastawiającej dzięki swej nazwie jak i pociesznym nazwom poszczególnych ćwiczeń. Gorąco polecam ćwiczenie „Powitania Słońca” rano, pomaga się rozbudzić i nie zajmuje co najważniejsze więcej niż 5 minut, chyba warto poświęcić chwilkę na natchnięcie umysłu optymizmem i zachęcić do działania (takie ma bynajmniej dawać rezultaty praktykowanie jogi... pożyjemy, zobaczymy). No ale dość tych „ekstremalnych ewolucji” jak je wcześniej określiłam, jak na pierwszy raz zdecydowanie wystarczy, trzeba jeszcze troszkę odetchnąć i odpocząć. Przyjęłam w związku z tym pozycję medytacyjną doskonałą, czyli Siddhasana... dodam, że pozycja ta z doskonałym wyćwiczeniem raczej niewiele ma wspólnego, nie oczekuje od jogina, zakładania sobie stóp na uda bądź Bóg wie gdzie jeszcze jak dajmy na to Lotos (Padmasana). Tak więc pozycję przyjęłam i już, już prawie była gotowa do... odbierania energii kosmicznej, starałam się zgodnie ze wskazówkami podręcznika kierować świadomie swą siłę witalną, czyli pranę, do wnętrza mojego organizmu, by dodała „energii moim myślom” : ) ...
Cóż na zakończenie dodam jedynie, że pierwsze próby były mizerne, ale są to dopiero pierwsze kroki ku zgłębieniu zasad jogi i medytacji, ledwo raczkowanie w tej jakże tajemniczej materii, nirwany jeszcze nie osiągnęłam, ale jestem dobrej myśli...
Cóż na zakończenie dodam jedynie, że pierwsze próby były mizerne, ale są to dopiero pierwsze kroki ku zgłębieniu zasad jogi i medytacji, ledwo raczkowanie w tej jakże tajemniczej materii, nirwany jeszcze nie osiągnęłam, ale jestem dobrej myśli...

