niedziela, 23 grudnia 2007

How good to be baranek...

How good to be baranek and wake up sobie ranek, and running to... barek z... bez imion będzie, bo to blog absolutnie tajny i poufny, a żeby się personalia osób uczestniczących nie wydały będę używać pierwszych literek imion... a więc z A. i D. sobie do tego barku running, wczoraj konkretnie, humorek mi się dzięki temu poprawił nieprzeciętnie Cudownie w końcu się po sesji odprężyć, zwłaszcza, że trwała 3 miesiące... czy to możliwe? Musi!!! Wykończona byłam jakbym z pół roku harowała jak dziki osioł, więc po odjęciu czasu na święta, na przerwy, na dni wszelkie uczelniane i rektorskie... i na moje własne prywatne dni w ostatecznym rozrachunku wyszły 3 miechy, stoją jak byk, więc ja moim rachunkom wierzę i weryfikować ich w żaden sposób nie będę. No w każdym bądź razie miło było sie z A. i D. spotkać, pogawędzić, powygłupiać, jak za starych, dobrych, szkolnych czasów, tu wspomnę, że z szanowną A. 3 lata przesiedziałam w jednej ławce, że ona tyle ze mną wytrzymała i mnie z ławki nie eksmitowała, to się dziwię po dziś dzień. No i oczywiście wylądowałyśmy ( jak zwykle zresztą) z piwem w ręku w miejscu do tego absolutnie nie przeznaczonym, gdzie w każdej chwili mogły nas otoczyć patrole, dziesiątki patroli, setki nawet... patroli policji, tabuny mundurowych... tu mnie wyobraźnia troszkę poniosła, bo wiadomo przecież, że gdzie dzieje się przestępstwo tam policji nie uświadczysz. Nie żebym krytycznie do pracy ich była nastawiona, ja sobie ich pracę bardzo cenię, ale mogliby się troszkę przyłożyć i strach siać a nie marihuanę pod komisariatem (joke perfidny, już się nie śmieję). Nasze spotkanie zakończyło się, jak to zwykle się kończy, czyli kłutnią między A. i D. które to sobie zawsze coś kradną, ja mam wrażenie nawet, że one to kradziejstwo ćwiczą, i się do niego przygotowują przez cały czas kiedy się nie widzimy. Doszły już niemalże do perfekcji, o czym przekonałam się wczoraj, kiedy to A. niepostrzeżenie zsunęła mi z palca pierścionek... no jakże ona to zrobiła, ja nie mam pojęcia, to się absolutnie w mojej filozoficznej głowie nie mieści, dodam, że pół nocy przez tę zagadkę nie spałam... Ale nic to ,pożegnałyśmy się już w przyjaźni, pokój został między wrogimi obozami zawarty i wszystkie oczekujemy następnego spotkania No pozdrawiam oczywiście D. i A., która linku na bloga tego nie ma ...

Brak komentarzy: