opublikowałam wczesniej notkę, w której pisałam o obyczajach pogrzebowych ludów pierwotnych, oczywiście od tamtej pory w lekturze posunęłam się nieco dalej, przerobiłam etap w dziejach ludzkości, gdzie śmierć nie tyle została dostrzeżona, co zaczął się proces jej kultywowania. Według ustaleń badaczy stało się to już w okresie mustierskim, przypadającym mniej więcej na 85 000 -40 000 lat temu, u schyłku istnienia rasy neandertalskiej i kiedy to po świecie w końcu dumnie zaczął kroczyć gatunek Homo Sapiens... Tak, tak- "Człowiek, to brzmi dumnie", jak powiedział kiedyś Maksym Gorki, a jakże dumnie musi brzmieć Człowiek Myślący?! Przypuszcza się, że wraz z pojawieniem się Homo Sapiens zaczęła artykułować się mowa, a ta, jako zdolność komunikowania się z otoczeniem, musiała być zarazem początkiem tworzenia się wszelkich bóstw i ich kultów. Wiadomo ,religia, wśród ludzi już bardziej świadomych swego istnienia, swej wyjątkowości, współbytowania z innymi ludźmi i ze zwierzętami i swej nad nimi wyższości, musiała pełnić ogromną rolę. Nie chodzi tu tylko o samotność człowieka we wszchświecie, lecz przede wszystkim o życie. Naturalnie, dziś możemy tylko snuć domysły, wszelkie interpretacje struktur społecznych i ich religijności, stopnia rozbudowania ich kultur, to tylko hipotezy podparte nieszczególnie rozbudowanym materiałem dowodowym. Jednak w okresie mustierskim zaczęły pojawiać się groby- to fakt niezbity! Zatem człowiek "dostrzegł" śmierć, nadał jej jakieś znaczenie, a to z kolei jest syndromem rozbudowanego życia duchowego. Wszystko, co wiąże się z pochówkiem, sposób umieszczania zwłok w grobie, otaczające go przedmioty i narzędzia mają swoją szczególną wymowę. Pomińmy może wszelkie przypuszczalnie mające miejsce rytualne akty kanibalizmu, czego wyrazem jest odnalezienie kosteczki to tu, to tam, oddzielonej od reszty szkieletu, delikatnie nadgryzionej kości udowej, gdzie pożywnego szpiku odnajdujemy co niemiara, czy świetnie zachowanej mandibuli, czyli kości żuchwy, bez większej wartości odżywczej, więc i nieprzydatnej do spożycia...albo wstrząsający przykład odnalezienia na środku jaskini Guattari, w kamiennym kręgu czaszeczki bez żuchwy (przypuszczalnego trofeum pogromcy ofiary, nad którą naprawdę ogromnie ubolewam) poza nawiasem już szybko wyjaśniam czemu tak wielce ubolewam, otóż czaszka ofiary była odwrócona potylicą do góry, a otwór potyliczny powiększony, co mogłoby sugerować, że- o zgrozo!! -z tej nieszczęsnej czaszeczki ktoś wydobył mózg i tu sugestia uczonych- w celu jego spożycia!!! Dodam jeszcze, a może to być wskazówka istotna do wszelkich przypuszczeń (które proszę bardzo sobie samemu snuć, bo mnie siły po opisie makabrycznego znaleziska opuściły), że prawy oczodół owej czaszki był strzaskany, a czoło nad łukiem brwiowym rozbite silnym uderzeniem... nikczemnego pogromcy oczywiście, bo i czyim, o przypadkowym upadku denata mowy nie ma! Zresztą czaszeczka sama do jaskini nie przywędrowała i w kamiennym kręgu z pełną pieczołowitością sie nie umieścila, po uprzednim pozostawieniu swojemu losowi reszty szkieletu... No i akty kanibalizmu miałam pominąć a już od dłuższego czasu się nad nimi rozwodzę,więc tak na prędce, gwoli podsumowania dodam, że wedle przypuszczeń uczonych antropofagia, czyli właśnie kanibalizm, nie był objawem regresu w rozwoju ludzkim, a raczej jego nasilenia. Owszem, może to nieco dziwić, ale w owych czasach nie może być już mowy o tak bezmyślnym traktowaniu osobnika własnego gatunku. Ludożerstwo musiało być zabronione już w tamtym okresie, już ludy pierwotne ( no Homo Sapiens to już bez wątpienia) musiały zdawać sobie sprawę z jego konsekwencji, zatem pozostaje tylko aspekt rytualny. Przypuszcza sie, że kanibalizm nie był celem, nie prowadził do zaspokojenia głodu, był swoistym środkiem, służącym do przekraczania czlowieczeństwa... ale my z uwagi na wielce niehumanitarny wyraz, nie zabawiajmy się Hannibala Lectera i nie praktykujmy tego w domach.
Porzućmi jednak czaszeczki, układane w kamiennych czy innych kręgach, równiutko poukładane na skalnej pólce w jaskini itp., itd., bo groby były z tego mizerne, a przejdźmy do konkretnych przykładów składowisk już nierozczłonkowanych szkieletów. Krzysztof Kowalski w swojej książce "Eros i Kostucha" pisze: "W górnym paleolicie ukształtował się jak gdyby stereotyp grobu, obowiazujacy praktycznie w całej Eurazji. Mimo, że pozycje w jakich składano zmarłych, były bardzo różne, ów stereotyp, to wydrążona jama, w niej nieboszczyk obsypany ochrą." Ochra jest grudkowym minerałem, zawierającym żelazo. W zależnosi od zawartości żelaza, barwa jest bardziej lub mniej czerwona. Tak więc zmarłego umieszczano w jamie,obsypywano ochrą, a do tego obdarzano różnymi figurkami z kości mamuta czy nosorożca, czy też kościanymi narzędziami. Możliwe, że owe przedmioty miały pełnić funkcje pomocnicze w przyszłym, pozagrobowym życiu, bo i o wierzeniach w życie pozagrobowe ciągle tu mówimy, nie istaniałyby groby- swoiste bramy do innego świata, bez wierzeń na takim życiu opartych. Pogrzeb, musiał zatem stanowić swoiste przejście do owego "innego świata"...
Na tym może zakończę swój dzisiejszy wywód, w kolejnej notce znajdą się informacje o kulcie bóstw żeńskich, Matki-Ziemi, Wielkiej Matce, Bogini, o ich doniosłej roli w życiu człowieka, związu z narodzinami i śmiercią.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz